środa, 7 marca 2018

Ludzie też bywają toksyczni.

Chciałabym, aby każdy z moich wyborów był poprawny. Chciałabym nie musieć niczego w swoim życiu żałować. Nie musieć zważać na błędy przeszłości, które wciąż wpływają na dalszy bieg zdarzeń. Niestety nie wszystko układa się tak, jakbyśmy tego pragnęli. Mimo uporczywej walki o lepsze jutro, upchnięte głęboko błędy, lubią wypływać na powierzchnię. Każdego z nas prześladują widma osób, które były ważne lecz zostawiły po sobie tylko kłującą drzazgę w sercu. Te osoby powinny były zostać tylko echem naszej przeszłości. Dlaczego więc ich wspomnienia nadal nawiedzają nas i mącą w umysłach? 

Myślałam, że jestem ustabilizowana emocjonalnie i wiem co dla mnie dobre. Chyba nawet tak było, bo nie zboczyłam z obranej wcześniej ścieżki. I pewnego dnia, niespodziewanie, potknęłam się. To był najprzyjemniejszy upadek w moim życiu. Do czasu...

Tak jak mówiłam ostatnio, każda napotkana osoba czegoś nas uczy. Ja chciałam przyswajać naukę tylko dotyczącą jego. Marzyłam, by znać jego najskrytsze pragnienia. Nie wróć, to ja chciałam być jego najskrytszym pragnieniem. Żałośnie to brzmi. Byłam zafascynowana jego najdrobniejszym gestem, byłam spragniona jego obecności. Boże, pisanie tego teraz jest tak cholernie uwłaczające. Chcąc czy nie, taka właśnie jest prawda, którą chciałam skrywać już zawsze. Ale wydaje mi się, że dużo prościej jest wyrzucić z siebie wszystko i raz na zawsze, definitywnie  zamknąć za tym człowiekiem drzwi. 
Lubiłam jego uśmiech, wydawał się zawsze szczery, niewymuszony. 
Nosił okropne bluzy, a mimo to chciałam móc zatopić się w jednej z nich. 
Wysyłał mi linki do piosenek, które mu się podobały, mi niekoniecznie. Dziś sama ich słucham.
Nie byliśmy razem, ale bałam się, że mnie zostawi. Zostawił. 

Prawdopodobnie z waszego punktu widzenia wygląda to na coś względnie dobrego, jednakże uwierzcie mi, wcale nie było. Żyłam przez rok w błędnym przekonaniu, iż on jest dobrym, ba najlepszym wyborem. Był bardzo toksyczną substancją, która zainfekowała cały mój organizm i po długim leczeniu i tak zostawiła trwałe szkody.
O tym właśnie dzisiaj piszę. O toksycznych relacjach, które nie wniosą nic, poza paroma pięknymi wspomnieniami i całą masą blizn. Dla tych kilku wspomnień nie warto przechodzić takich katuszy. Po czasie i tak stracą wartość i wyblakną. Jeśli wy oddaliście siebie drugiej osobie, a ona nie jest wasza nawet w jednej setnej, to czas się poddać. Czasem tak trzeba. Nikogo nie da się zmusić do uczuć. Albo facet (nie oszukujmy się, tego bloga czytają głównie dziewczyny) chcę cię taką jaką jesteś, z całym bagażem emocjonalnym, który niesiesz, albo niech nawet się nie zbliża.
Kobieta nie jest przytułkiem dla zagubionych dusz. To nie miejsce gdzie wchodzisz, trochę pobędziesz, pobawisz się, a po pewnym czasie oznajmiasz, iż znalazłeś nowe lokum. Jeśli oczekujesz szacunku, to najpierw musisz mieć go sama do siebie. Nie tylko do swojej cielesności ale również psychiki. Bo to ją najtrudniej potem odbudować.

Chciałabym, by każda kobieta na ziemi znalazła tego upragnionego księcia z bajki. Ale życie to nie bajka, a książęta woleli zamienić się w Uwaga brzydki wyraz  zimnych skurwieli. Nie śmiem twierdzić, że wszyscy, rzecz jasna. 

Więc jak nie dać się złapać w pułapkę toksyn? Sama tego się jeszcze nie nauczyłam, bo co jakiś czas w jakąś wpadam. Można rzec, iż uczenie się na błędach nie idzie mi najlepiej. Może to wszystko ma jakiś ukryty sens? Wszystko się sypie, toniemy w bagnie po uszy, aby finalnie docenić tego jedynego. Tego, który stanie na naszej drodze i będzie nas chciał. Będzie chciał NAS, a nie naszego ciała czy miejsca do chwilowej przystani.

Powalczmy jeszcze chwilę.
Może warto.
Niestety, tylko może...

* "jesteś wężową skórą
i jakimś cudem ciągle cię z siebie zrzucam
mój umysł zapomina
wszystkie cudowne szczegóły
twojej twarzy
uwalnianie się od ciebie
stało się zapominaniem
będącym najprzyjemniejszą 
i najsmutniejszą rzeczą
jaka się wydarzyła"

* rupi kaur "mleko i miód" 






poniedziałek, 26 lutego 2018

Straty i motywacyjna paplanina.

Przywiązywanie się do ludzi jest cholernie bolesne. Mimo, że wszyscy o tym wiemy i tak każdy, często nieświadomie to robi. Ktoś się zjawia i staje się światłem w naszym mroku. Z początku cieszymy się samą obecnością tego kogoś, potem zaczynamy zauważać najdrobniejsze szczegóły, aż z czasem to wszystko staje się codziennością, miłą rutyną. To właśnie dlatego, gdy ta osoba znienacka odchodzi, a my nie jesteś na to przygotowani, czujemy jakbyśmy utracili cząstkę duszy i pogrzebali kawałeczek serca.

Śmierć jest zła. Świadomość bezpowrotnej uraty kogoś ważnego potrafi zepchnąć nas w przepaść. Jednakże to według mnie nie jest najgorsze. Przecież wszyscy od najmłodszych lat mamy świadomość, iż mroczna postać z kosą czeka aby porwać każdego z nas. Jest to coś nieuchronnego. Od śmierci nie możemy nikogo ocalić, choćbyśmy nawet sprzedali duszę diabłu. Gdy trumna obije się echem od ziemi wiemy, że to już definitywny koniec. Straciliśmy kogoś na zawsze i nigdy nie odzyskamy. Dlatego właśnie wychodzę z założenia, iż cały ten, bądź co bądź, traumatyczny proces, nie jest taki zły. Bo po czasie otrząśniemy się ze straty i ruszymy w dalszą podróż życia. Na nowo zaczniemy dostrzegać szczęście, które przyćmiła nam żałoba. Łatwiej pogodzić się ze stratą, jeśli wiemy że nie mieliśmy wpływu na bieg zdarzeń. Tak musiało być.

Gorzej gdy ktoś żyje, a mimo to jest martwy. Wtedy boli sto razy bardziej. Żyjemy ze świadomością, iż druga osoba nadal jest, uśmiecha się i normalnie funkcjonuje, często nawet na naszych oczach. Jak bardzo potrafi złamać człowieka myśl, że stracił kogoś przez swój błąd? Błąd, którego nie da się naprawić. Pewnie pomyślicie teraz, że wszystko da się odbudować a ja mówię bzdury. Otóż nie, są czyny których nie da się wybaczyć i są one głęboko zakorzenione w naszych sercach.

Każdy kogoś stracił bez możliwości powrotu i nie mówię tu o śmierci. Nie ma na świecie człowieka, który by się przed tym skrył. Przyjaciel z dzieciństwa, ukochany/a czy nawet zwykłego znajomego. Czasami dopiero po dłuższym czasie dostrzegamy utratę. Wszystkie te odejścia bolą tak samo i żadnego nie można umniejszać. I chociaż sama w swoim życiu straciłam wiele osób, to z perspektywy czasu uważam to za słuszne.

Każdy napotkany człowiek nas czegoś uczy. Może nie jestem osobą wierzącą ale pragnę żyć w przekonaniu, że nic nie dzieje się bez przyczyny. Jeśli bolało to właśnie tak musiało być. Widocznie miało nas to wzmocnić. Kiedyś tak nie myślałam i wolałam użalać się nad sobą, aczkolwiek mimo to i tak zawsze się podnosiłam. Człowiek jest w stanie udźwignąć na swych barkach bardzo wiele. Przeżyć złamanie, utratę cząstki serca, a potem kroczyć z wysoko podniesioną głową. Żaden z nas nie jest słaby i nie dajcie sobie tego wmówić, trzeba tylko odnaleźć w sobie ducha walki.

I nigdy, przenigdy się nie poddawajcie. 
Wszystko zależy od nas. 

Nasz los nie jest z góry przesądzony. To nie tak, że nasza historia została spisana i nie mamy możliwości na wniesienie poprawek. Na miłość boską jesteśmy wszyscy pisarzami i nawet gdy ktoś, za przeproszeniem, się wpieprzy w naszą twórczość to mamy prawo pisać dalej. 

Pióra nikt nam nigdy nie zabierze. 
Najwyżej kupimy nowe ;) 




czwartek, 22 lutego 2018

Moje miejsce - dlaczego zniknęłam i po co wróciłam?

Czasem jest tak, że mam milion pomysłów w głowie na napisanie postu, ale nie mam siły albo nie potrafię porządnie poskładać myśli. Teraz kiedy mam ochotę, nie wiem co pisać. Siedzę i gapię się w monitor z kompletną pustką w głowie. Doszłam do wniosku, że może po prostu wyjaśnię dlaczego ten blog nie prosperuje już tak jak kiedyś.

Stworzyłam sobie to miejsce już trzy lata temu. Zaczęłam wtedy czytać masę książek i nie miałam osoby z którą mogłabym dzielić swoje przemyślenia. Tak właśnie zrodził się pomysł o blogu. Szybko podjęłam decyzję i zaczęłam pisać. Podobało mi się to bardzo, chociaż nie które z moich starszych wpisów nie należą do zbytnio udanych. Potem zaczęłam dostrzegać progres, poza tym dzięki temu  poznałam całkiem sporo osób i byłam z tego zadowolona. Nie pisałam dużo postów ale do każdego starałam się przykładać.  Do czasu...

Nastała długa przerwa i nie pojawiało się tutaj kompletnie nic. Nie przestałam czytać, żebyśmy mieli jasność. Książki nadal są i będą częścią mojego życia, której nigdy nie mam zamiaru się pozbywać. Tylko nie wiedziałam już co o nich pisać. Znowu to samo? Wyćwiczony schemat, który znałam już na pamięć? Wtedy też jeszcze bałam się pisać bardziej osobiście. Wolałam nakładać pewne bariery i ich nie przekraczać. Teraz wychodzę z założenia, iż skoro to moje miejsce to mam prawo poruszać tematy jakie mi się podobają i pisać również o sobie.
Przestałam pisać. Miliony razy siadałam przed laptopem i chciałam, na prawdę chciałam spróbować jeszcze raz. Mimo starań trzymałam tylko dłonie nad klawiaturą i nie napisałam nic. Można powiedzieć, że miałam pewnego rodzaju blokadę artystyczną.

Brakowało mi pisania. Brakowało mi tworzenia czegoś swojego. Dlatego zmieniłam trochę koncepcje tego bloga. Wolałam zacząć pisać o czymś co mnie trapi, albo o czymś wam opowiedzieć, niżeli dalej tworzyć to samo. Dzięki temu czuję, iż to wszystko jest jeszcze bardziej moje, bo czytając nie które rzeczy, możecie poznać mnie i mój świat.

Usłyszałam wiele opinii na temat tej całej zmiany. Większość pozytywnych ale zdarzały się też takie osoby, które wolały stare posty. Ja to rozumiem, nie wszyscy lubimy zmiany. Bywa tak, że zmieniając coś popełniamy błąd, aczkolwiek w tym wypadku uważam, iż postąpiłam słusznie. Dlaczego miałam zamknąć się na pisanie ciągle tego samego, skoro wokół mnie tyle się dzieje? Poza tym, dzięki temu jest idealnie pokazana przemiana, która we mnie nastąpiła. Skoro świat zmienia się z dnia na dzień, to trudno by człowiek tego nie robił.

 W tym momencie zakończyłam swoją wypowiedź i chciałabym teraz napisać, że następny wpis będzie za jakiś czas ale nie mogę tego zrobić. Nie lubię, gdy ludzie obiecują coś czego nie są pewni, więc sama tego nie robię. Nie wiem, kiedy znowu mnie natchnie aby tu zajrzeć ale z całego serca cieszę się, że mam to miejsce.
Bo to moje miejsce. 

piątek, 2 lutego 2018

Nocne rozterki

Wiele razy zbierałam się, aby napisać tutaj cokolwiek. Kiedy już zaczynałam, nagle wszystkie myśli stawały się nieodpowiednie. Nie chciałam pisać nie przekonana do wartości swych własnych słów.

Przez długi czas miałam bałagan nie tylko w swojej szafie (nie żebym teraz już go tam nie miała) ale i w głowie. Nie wiele rzeczy potrafiło mnie zainspirować. Wychodziłam z domu i otaczała mnie ponura szarość, w szkole codziennie mijałam ludzi którzy nie wyglądali na zadowolonych ze swojego życia, a mimo to oceniali życia innych. To raczej normalne w tych czasach i bycie ocenianym  3/4 społeczeństwa już nie rusza. Więc o czym miałam pisać skoro życie jest nudne, książki które czytałam mogłabym podsumować dwoma zdaniami, a seriale i filmy przeżywam zbyt emocjonalnie i za mocno utożsamiam ze swoim życiem?

Zaczął się nowy rok. Jak każdy myślałam, iż ten rok przyniesie szereg zmian. Nastawiałam się szczerze na te dobre, ale los chciał inaczej. Nie tylko mi, również moim bliskim przydarzyło się kilka nie miłych rzeczy. Ale to dzisiaj coś we mnie przeskoczyło. Jeśli jesteś człowiekiem i masz serce to poruszy cię cierpienie, nawet obcej ci osoby. Jednak kiedy jesteś świadkiem przeżywania bólu przez osobę dla ciebie ważną, to nie ważne jak zlodowaciałe jest twoje serce, ciebie też to zaboli.

Zadzwonił telefon i kiedy tylko usłyszałam zapłakany, cichy głosik po drugiej stronie poczułam się źle. Wiecie czemu? Bo chociaż bardzo chciałam pomóc, przyjechać, zrobić cokolwiek to nie mogłam. Poczułam się bezradna, a to jedno z najgorszych uczuć. Ale wiedziałam, że dla załamanego człowieka ważna jest rozmowa, ważna jest świadomość, iż ktoś jest. To mogłam zrobić. Byłam w stanie zapewnić, że chociaż nie wiadomo co by się działo, ja będę. Może nie rozwiązało to problemów, ba na pewno tego nie zrobiło, ale chociaż na moment ukoiło nerwy.

Długo leżałam i myślałam czy jest sens pisania tutaj znowu. W świetle ostatnich wydarzeń moja nazwa wydaje mi się dosyć kłamliwa, bo mój świat wcale nie jest lepszy od waszego. Mimo to napisałam. O 1:39 doszłam do punktu kulminacyjnego i stwierdziłam, że świat może być lepszy, dzięki nam oczywiście. Wszyscy mamy gorsze dni, tygodnie, czasem lata. Tak się zdarza, życie jest brutalne a nie każdy ma tyłek ze stali. Wiecie co może nas uratować? Drobne gesty, miłe słowa i zrozumienie. Przede wszystkim zrozumienie, bo każdy z nas jest człowiekiem i doświadcza takiego samego szczęścia jak i cierpienia, więc nie rozumiem czemu człowiek nie potrafi być dobry dla drugiego człowieka, skoro wszyscy jesteśmy bardzo podobni...

Teraz kiedy wylałam chociaż połowę swoich żali jest mi lżej. Sama nie jestem najlepszym człowiekiem ale w nocy chyba wychodzą ze mnie pozostałości dobra.
Szkoda, że tylko w nocy. 

niedziela, 30 lipca 2017

Zmiany - nieodłączny element każdej egystencji.

Życie to pasmo ciągłych zmian. Tych dobrych i tych złych. Kiedy jesteś nastolatkiem wszystko zmienia się szybko i nagle. Ludzie są, potem nagle odchodzą i pojawiają się nowi. Na pierwszy rzut oka to nie jest coś miłego. Ponieważ przywiązujesz się do drugiej osoby i boli cię brak jej obecności. Ale to nas kształtuje. Każda osoba przewijająca się przez nasze życie, historie które z nią stworzyliśmy zostają z nami, niezależnie od wszystkiego. O czym jest ten post? O zmianach w moim życiu i ludziach, którzy ich ze mną doświadczali.

Gimnazjum było czymś nowym. Czymś co jednocześnie mnie przerażało i ekscytowało. Nie miałam pojęcia czego mam się spodziewać. Przez pierwszy rok wszystko układało się dobrze i spokojnie. W zasadzie po pewnym czasie to stawało się nudne. Szkoła, nauka, czasami spotkania z nowymi znajomymi i dom. Dzień w dzień to samo. Byłam zadowolona z tego, że trafiłam na klasę w której ludzie byli bezproblemowi. Powoli nawet zaczęły wytwarzać się przyjaźnie z których byłam dumna. Znalazłam pewnego rodzaju stabilizację. I jako, że jestem tylko człowiekiem, chciałam więcej. Więcej przygód, zabawy i adrenaliny.

Druga klasa była momentem pewnego przełomu. Zasypiałam pewnego wieczorku, na okrągło zadając sobie pytanie - kim jestem?  I przerażało mnie to, iż nie znałam odpowiedzi. Nie wiedziałam co lubię, jaki jest mój ulubiony gatunek muzyczny. Prawda była taka, że nie wiedziałam o sobie nic i za wszelką cenę chciałam to zmienić. I zmieniłam. Dla ludzi z zewnątrz może nie koniecznie na lepsze. Czarne ubrania, cięższa muzyka i siedząca z nosem w książkach ja. Fakt faktem opuściłam się trochę w nauce ale dalej sama nie wiem czy to był mój wyraz, tego sławnego "buntu młodzieńczego". Chyba nie. Ja tylko odnalazłam coś w czym czułam się sobą i nie musiałam nic udawać. Byłam spełniona, aż w końcu znowu zaczęło czegoś brakować.

W trzeciej klasie odnalazłam wszystko czego skrycie pragnęłam. Miałam dwie wspaniałe przyjaciółki - Martynę i Martę oraz przyjaciela. Śmieszna historia bo z Patrykiem się nienawidziliśmy, a teraz jesteśmy jak brat z siostrą. Znalazłam osoby, które akceptowały wszystkie moje dziwactwa i vice versa. To z nimi przeżyłam swoje pierwsze imprezy i inne ciekawe rzeczy ;)
Największa zmiana ( z której jestem cholernie zadowolona) nastąpiła podczas trwania egzaminów gimnazjalnych.

Równoległa klasa i moja toczyła między sobą walkę o... dalej nie wiemy o co nam chodziło. Po prostu nie buchaliśmy do siebie sympatią. Pewnego dnia to się zmieniło. Zaczęliśmy rozmawiać ze sobą na temat egzaminów, a potem na każdy temat. Znalazłam z nimi wspólny język, czego nigdy się nie spodziewałam. Nie dlatego, że byli jacyś dziwni czy zbuntowani. Ja tylko miałam wrażenie, iż jesteśmy z innych światów i absolutnie ja do ich nie będę pasować.

Myliłam się. Nasze planety nie były od siebie, aż tak oddalone. W zasadzie były całkiem nie daleko. I teraz, te osoby z którymi nigdy nie wiązałam swojego życia, stały się jego częścią. Codzienne spotkania stały się rutyną, którą bez oporów przyjęłam. Nie zapomniałam o starszych przyjaźniach, bo ci ludzie są i będą ze mną jak najdłużej. Ale to ci inni ludzie wnoszą do mojego życia dawkę zabawy i adrenaliny, której tak bezskutecznie szukałam. I jestem im za to wdzięczna.

Może ja również wniosłam coś do ich żyć. Nie wiem tego. Ale chcę wam tylko powiedzieć, abyście się nie ograniczali. Ciągle poszukujcie odpowiedzi na nurtujące was pytania, szukajcie siebie i osób, które nie ciągną was w dół tylko unoszą ku szczytowi.





Jedna grupa przyjaciół i druga. Nie ma podziału na gorszą i lepszą. Obie są inne i wyjątkowe. I w obu czuję się sobą :)

sobota, 29 lipca 2017

Miłość to wojna. Wojna to miłość.

Myśleliście kiedyś o swojej pierwszej miłości? Wydawało wam się, że wszystko od początku będzie łatwe i niesamowite? Tak, uwierzcie mi ja myślałam tak samo. Zresztą  nie tylko ja! Każdy człowiek ( bo to nie tak, że tylko dziewczyny tak mają!) wyobraża sobie coś, co po części jest nierealne. Wiecie dlaczego? Ponieważ oglądając filmy, seriale czy czytając książki osobiście skupiamy się tylko na tych dobrych momentach. Przeżywamy gdy bohaterowie idą na swoją pierwszą randkę, całują się lub gdy przeżywają jakże wyjątkowy moment uniesienia - tak na marginesie, on wcale nie jest wyjątkowy. Praktycznie w każdej książce jest podobnie opisany. Aczkolwiek diabeł tkwi w szczegółach, czyż nie? Inne postacie, inne historie i zdecydowanie inni my. Bo przy każdej kolejnej książce jesteśmy inni. Ale wróćmy do tematu. Zauważamy te wszystkie piękne rzeczy i myślimy : Chciałabym, aby moje życie miłosne wyglądało tak samo.

A potem budzisz się sama w mieszkaniu, otoczona tylko ciszą. Nikt ci nie przynosi parującego kubka kawy i nie mówi, że wyglądasz pięknie z rana. I jest to twoja wina. Bo szukałaś  czegoś co nie istnieje. Ideału. To nie tak, że nie możemy sobie fantazjować jak powinien wyglądać nasz przyszły partner. Jestem tylko nastoletnią dziewczyną i na prawdę marzę o tym, by mój chłopak ( jeśli kiedykolwiek ma zamiar się pojawić...) chociaż odrobinę przypominał Andiego Biersacka!  To wcale nie jest złe. Myślę, że to normalne. Ale również wiem, iż nie mogę iść przez życie, ślepo zapatrzona tym pragnieniem. Bo nie zauważę życia realnego wokół mnie.

W miłość nie ma tylko dobrych chwil. Nawet w tej fikcyjnej. Nie ważne na jakiej oparłabym się książce czy filmie. Bohaterowie zawsze ale to zawsze, musieli pokonać przeszkody na swojej drodze. Tylko, że to już nas czytelników bądź widzów mało obchodzi. Oh bo to takie romantyczne, że ona umiera na raka, a on w tym czasie jest przy niej i trzyma ją za rękę.
Nie kochani, to wcale nie jest romantyczne. To jest najnormalniej w świecie okropne i smutne. Bo w miłości trzeba walczyć.
*O błogosławieństwo rodziców - "Pamiętnik"
**O zdrowie - "Ponad wszystko"
***O akceptację otoczenia - "Dary anioła" (Magnus i Alec, chociaż i tak wszyscy ich kochamy)
Jest jeszcze milion przykładów, które mogłabym podać ale chodzi o sam sens.

Miłość to nieustająca wojna!

Miłość jest trudna nie tylko dla nastolatka ale również dla dorosłych. Jednakże dzisiaj się na tym nie skupiam, ponieważ nie wiem jaka jest miłość dla dojrzałych osób. Jestem dzieckiem, nastolatką tak jak większość z was. Dla mnie jest to największe wyzwanie z jakim przyszło mi się zmierzyć dotychczas - to nawet trudniejsze od matematyki!  Pierwsze zauroczenia, zakochania a potem złamane serca. I może przez pewien czas było tak perfekcyjnie jak tego oczekiwaliśmy. Może czuliśmy się wolni, szczęśliwi i jakby cały świat był nasz. Niestety, potem gwałtownie pędziliśmy ku przepaści i nikt nie mógł nas uratować. Bo tylko my możemy być swoimi bohaterami. Musimy wiedzieć, że w naszym życiu które nieustannie się zmienia, czeka nas jeszcze wiele wzlotów i jeszcze więcej upadków.


Następnym razem, gdy coś przeczytacie skupcie się na tych złych rzeczach. Zauważcie błędy postaci i przestańcie zazdrościć im życia. Wasze życie może stać się tak samo wyjątkowe jak to z książki. Tylko, że musi zawierać błędy aby było prawdziwe i wasze.


 
* Noah i Allie - "Pamiętnik"



** Maddy i Olly - "Ponad wszystko"

*** Magnus i Alec - "Dary anioła"



środa, 21 czerwca 2017

"mleko i miód - milk and honey"

Wyrazić swoje emocje można na wiele sposobów. Muzyka, film, malarstwo - wszystko to jest sztuką bo ludzie to dzieła sztuki, a świat to ogromna wystawa.  Każdy z rodzajów możemy wybrać sobie sami i przedstawić  w nim prawdziwych siebie. Na co dzień, każdy z nas udaje, chociaż minimalnie kogoś kim nie jest. W sztuce nie ma fałszu. Idealnie pokazała to  Rupi Kaur.


"mleko i miód" - "milk and honey"

Książka, która miliony razy przewijała się na wszelakich instargramach, tumblerach i innych portalach społecznościowych. Nie wiem czy widniała tam ze względu na piękną prostolinijność okładki, czy rzeczywiście za bogate wnętrze.

Nigdy bym nie przypuszczała, że króciutkim limerykiem można wywołać takie emocje. Nie ma słów, które opisują moje zaskoczenie.

" nosisz smutek
w miejscach
gdzie nie powinno być smutku"

Każda część odnosi się do innych problemów życiowych. Nie ma tam miejsca na łagodność. Wszystko jest napisane dobitnie, bezkompromisowo ale przede wszystkim szczerze. Nigdy w życiu nie przeczytałam wiersza, który byłby tak bezpośredni, a jednocześnie posiadał drugie dno. Mimo, że nie jest to lekka lektura, trzeba przyznać iż łagodzi ona ból.

Cztery części. Dla mnie są metaforą tego jak wygląda nasze życie.

Cierpienie
Kochanie
Zrywanie
Gojenie

Jeśli mam być szczera, a chyba większość tego właśnie ode mnie oczekuje, bardzo ciężko było mi przebrnąć przez część Cierpienie. Opowiada o tym jak okropnym doświadczeniem jest molestowanie seksualne i jak w wielkim stopniu wpływa na resztę życia. Dodatkowo wychowywanie się w rodzinie, która nie należy do tych idealnych i kochających się. Miłość pompuje w ciebie tylko mama i chodź to wiele, brakuje ci czułości ojca. Czułości? Myślę, że brakowało chociażby obecności. Jakiegokolwiek zainteresowania twoim życiem z jego strony.

Pewnie jesteście zaskoczeni, że tak trudne tematy można poruszyć za pomocą krótkich wierszy. Też nie wierzyłam, iż jest to możliwe. Teraz wiem, iż wszystko jest do zrealizowania.


Kochanie czytało mi się ze ściśniętym gardłem. Kiedy byłam na tym etapie przechodziłam przez swoje pierwsze poważne zakochanie. Brzmi banalnie, aczkolwiek tak było. Sposób w jaki jest tam opisana miłość jest niezwykły. Pokazuje jak bardzo mylą się nie które seriale. Miłość to nie tylko czułe słówka i dobre chwile. To przede wszystkim wspinanie się na wyżyny umysłu osoby przez nas kochanej. Każdy dzień to próba zrozumienia i akceptacji wszystkiego co niesie ze sobą to uczucie. Często kończy się fiaskiem, a my zostajemy z niczym.

Wtedy zaczynamy kolejny dział. Zrywanie. Nie chodzi tutaj tylko o zakończenie związku. Zrywanie polega na całkowitym odcięciu się od kobiety/mężczyzny którą/ego kochaliśmy. To znaczy? Akceptacji tego, iż nie wyszło. Przestaniu myśleć o tej osobie, porównywaniu innych do tego jednego, tak ważnego kiedyś, człowieka. Trzeba przestać szukać go w miejscach, które kiedyś były wspólne. Najgorsze jest obwinianie się, wpędzanie w rów poczucia winny, który nigdy nie powinien powstać.

"byłeś kusząco piękny
ale ukułeś gdy się zbliżyłam"

Bo taka jest właśnie miłość. Kusi nas na pokuszenie. Jak diabeł. Obiecuję pięknymi słowami wszystko co najlepsze, by finalnie zostawić nas samych i zniszczonych.

Co może się wydarzyć na końcu? Przeszliśmy przez wszystko i straciliśmy wszystko. Przynajmniej tak się wydawało. Ale każda rana z czasem się zagoi czyż nie? Gojenie.  Po tych wszystkich ciężkich rzeczach, czujemy się martwi. Czas by się odrodzić. Znaleźć nowe życiowe cele, uświadomić sobie i innym, że jesteśmy nie do pokonania. Żaden upadek nie jest wstanie przeszkodzić nam w drodze na szczyt. Mieliśmy chwilową awarię ale znowu wkraczamy na odpowiednie tory.

"wiem że to trudne
wierz mi
wiem że czujesz się jakby
jutro w ogóle nie miało nadejść
a dzisiaj było najtrudniejszym
dniem do przetrwania
ale przysięgam że przetrwasz
ból minie
jak zawsze
jeśli dasz mu czas i
mu na to pozwolisz więc pozwól mu
minąć
powoli
jak złamanej obietnicy
pozwól mu minąć

Mówienie, iż  "mleko i miód" to przyjemna lektura, idealna na wieczory to wierutne kłamstwo. To fenomen, który poruszy nawet najbardziej skamieniałe serce. Otworzy każdą ranę, posypie ją solą, by jeszcze bardziej bolało ale na koniec idealnie wszystko opatrzy jak profesjonalny lekarz z dziedziny życia.

Czasem mówię, że książka mnie zmieniła i dała inny pogląd na świat. Ta obudziła moje wewnętrzne demony, które stoczyły zażartą walkę i stworzyły nową mnie. Nie mówię, że nie ma już we mnie mroku bo każdy człowiek posiada i posiadać będzie swoją ciemną stronę. Ale dzieło Rupi Kaur wyciągnęło ze mnie to co najlepsze i póki co niech tak zostanie.
Może tej jednej książce uda się zmienić świat.



czwartek, 22 grudnia 2016

Zło wcielone - artykuł dotyczący postrzegania młodzieży w XXI wieku.



Źli, zagubieni, wulgarni, rozwydrzeni - często słyszymy, że ludzie starsi obrzucają takimi nie miłymi epitetami młodzież. Może to prawda, że dzisiejsi nastolatkowie, różnią się zachowaniem od straszych pokoleń. Jednakże czy to oznacza, iż są gorsi? Przecież młoda osoba, również posiada uczucia. Rodzina, pasje i przyjaciele to zdecydowanie jedne z ważniejszych aspektów życia młodego człowieka. Przekonajmy się jak świat postrzega dzisiejsza młodzież.


Często się słyszy jak rodzice skarżą się na swoje dzieci. Chowają do nich urazę, iż nie są tacy jak oni by chcieli. Nie uczą się na samych piątkach, podważają ich opinię i wywołują ciągłe konflikty. Trzeba jednak zauważyć, że kłotni nie przeżywają tylko rodzice. Dla nastolatka opinia mamy, bądź taty jest bardzo ważna chodź czasem tego nie pokazują. Lubimy słyszeć miłe słowa od ludzi, których kochamy, a prawdą jest że osoby które nas wychowują o tym zapominają. Gdy dziecko wchodzi w okres dojrzewania, idzie do gimnazujm, zmienia otoczenie, rodzic jest przygotowany na tzw "bunt młodzieńczy". Niestety zdarza się, iż to on sam go wywołuje. Widząc tylko wady dziecka, które są mu na każdym kroku wytykane, sprawiamy mu ból. Przez to on zamyka się w sobie i dochodzi do wniosku, iż nie musi się starać, ponieważ i tak nikt tego nie dostrzega. Dobrze wiemy, że w czasie kłótni, każdy człowiek jest w fazie ogromnej złości i chcę pokazać drugiej osobie kto rządzi. Dlatego zamiast wysuwać argumenty, krzyczymy "Nienawidzę cię" lub " Chcę się jak najszybciej wyprowadzić z tego domu". Znacie takie słowa? Krzyczeliście tak kiedyś prosto w twarz swojej rodzicielki? Zastanówmy się czy aby na pewno tak kiedykolwiek myśleliśmy. Przecież osoby z którymi mieszkamy, żyjemy to najważniejsze osoby w naszym młodym życiu. To im się zwierzamy, to oni wyciągają nas z tarapatów i przede wszystkim oni zawsze przy nas będą.                                                                                                                                                                                                                     
Zadałam mojej koleżnce z klasy, dosyć proste pytanie :
- Czym jest dla Ciebie rodzina, dom?

" Rodzina? To chyba po prostu osoby, które kocham i ufam najbardziej ze wszystkich. Przy nich jestem sobą, mogę czuć się swobodnie. Zdaje sobie sprawę z tego, że moja rodzina nie jest idealna i znajdą się w niej jakieś problemy. Ale to nie zmienia faktu, iż to moja rodzina i nie chciałabym mieć innej.  Natomiast dom to miejsce gdzie, czuję się wolna i gdzie przez cały czas rozwijałam swoją wyobraźnię".

Myślę, że każda osoba której zadałabym takie pytanie odpowiedziała by podobnie. 

Rodzina - to dla niej, pomimo miliona kłótni, jesteśmy w stanie wskoczyć w ogień.


Moja idealna nieidealna rodzina.

Czy młodzi ludzie mają w ogóle jakieś zainteresowania? A może dla nich liczą się już tylko imprezy, dobra zabawa i używki?
Otóż mamy! I to jakie różnorodne. Każdy z nas od małego szkraba fascynował się czymś bardziej, od innych rzeczy. Konstruowanie samolotów, piłka nożna, śpiew. To prawda, że dopiero teraz, w tym czasie kiedy poznajemy siebie, odkrywamy swoje prawdziwe pasję. Nie którzy wiążą z tym przyszłość, a inni robią to tylko dla swojej własnej przyjemności.
Pasja jest ważna dla każdego z nas. To coś co nas kształtuje, przez co możemy wyrazić siebie. Na własnym przykładzie mogę pokazać, iż pasję się zmieniają. Odkąd pamiętam marzyłam o aktorstwie. Wcielanie się we wszelakie postacie, udawanie kogoś innego. To mnie fascynowało i sprawiało ogromną przyjemność. Jednak w pewnym momencie uległo to zmienie. Wpadłam w rutynę i potrzebowałam czegoś nowego. I to znalazłam! Pisanie. Teraz widzę siebie już w swojej ostatniej roli - pisarki. Właśnie tak widzę swoją przyszłość.
Ale jak wspomniałam pasję są różne. Chłopak, który gra w piłkę nożną. Nie jest to już amatorskie kopanie piłki na boisku. Od wielu lat gra w klubie i wiele czasu temu poświęcił.
Jemu także zadałam pytanie :
- Co Ci daje piłka nożna?

" Piłka jest moją przyszłością. Gram od małego i w tym momencie nie wyobrażam sobie bez niej życia. Gdy gram totalnie zapominam o rzeczywistości. Jestem tylko ja, moja drużyna i gole które trzeba zdobyć."

W wieku w którym teraz jesteśmy, pasję to już nie tylko dziecięce widzi mi się. To coś głębszego, coś naszego, czego żaden człowiek nie jest w stanie nam odebrać.

Przyszły piłkarz kadry Polski.

Wiemy, że przyjaźń bardzo sporadycznie jest zjawiskiem stałym. W dwudziestym pierwszym wieku zamieniliśmy relacje międzyludzkie na relacje internetowe. Jesteśmy bardzo nie ufni, obawiamy się nowych ludzi, więc tworzymy barykady. Jednak prawdziwy przyjaciel skruszy ten mur, który wokół siebie postawiliśmy. Moja przyjaciółka szturmem się przez niego przedostała.
Zadałam już ostatnie pytanie, tym razem dziewczynie która jest dla mnie bardzo ważna :
-  Kim jest w Twoim życiu przyjaciel?  
Myślę, że jej wypowiedź jest odpowiedzią na wszelakie wątpliwości.

"Przyjaciel to osoba, która na pewno w jakiś sposób pomaga podejmować mi decyzję. Wysłucha mojej opinii i przede wszystkim będzie ją akceptować. Będzie wspierać w trudnych sytuacjach. Dba na tym samym poziomie albo czasem większym, o mnie niż rodzina. Ważne jest to, iż wie o mnie prawie wszystko bo, przecież spędzamy ze sobą masę czasu. "


Uważam, iż teraz każdy spróbuje się otworzyć i wpuścić do swojego życia osobę, która zostanie tam na długo. Przyjaciel to magiczne stworzenie, czasem jest jak anioł stróż, a czasem jak osobisty diabeł.



Tak w pigułce wygląda świat przeciętnego nastolatka. Nie ma w nim miejsca na narkotyki, imprezy i inne nieodpowiednie rzeczy. Jesteśmy normalnymi młodymi, ludźmi, a nie złem wcielonym.


Kochani, artykuł powstał na potrzebę konkursu dziennikarskiego. Przez bardzo długi okres mnie tutaj nie było, jednakże możecie spodziewać się sporych zmian.
Jeśli chcecie być na bieżąco to serdecznie zapraszam na snapa - zatracona.

Całuje, JuLia :)

niedziela, 11 września 2016

Odwaga.

Czy zastanawiałeś się kiedyś, co by było gdyby...? Gdybyś się uczył? Gdybyś gdzieś pojechał? Gdybyś nie bał się spełniać swoich marzeń? My - ja i Kasia, nie bałyśmy się zawalczyć o swoje. Dlatego teraz jesteśmy w tym miejscu, w którym jesteśmy. Prowadzimy blogi, snapchaty, instagramy.

JESTEŚMY ODWAŻNE!

Przez na prawdę długi okres, zastanawiałam się jakby to było mieć bloga. Pisać, dzielić się z innymi swoimi przemyśleniami, po prostu działać w sieci. Na pozór jestem osobą bardzo pewną siebie, która nie przejmuje się opinią innych. Prawda była jednak inna. Bałam się. Tyle się mówi o hejterach, a ja najzwyczajniej w świecie nie chciałam, zmagać się z falą nienawiści. Pewna dnia pomyślałam sobie "To twoje życie, jeśli chcesz pisać to pisz."  Tak też zrobiłam. Z pomocą koleżanki stworzyłam swoje miejsce w internecie. Początki były trudne, nie powiem że nie. Myślałam, że to co robię nie ma sensu, nie ma odbiorców. A potem liczby rosły. Z dnia na dzień było lepiej. Po kilku miesiącach, widziałam też progres w mojej stylistyce pisania. Byłam, jestem, szczęśliwa z tego, że się nie poddałam. W pewnym momencie założyłam książkowego snapchata. To była jedna z lepszych decyzji. Dzięki niemu poznałam wiele miłych, ciepłych osób. Dodatkowo moja samoocena wzrosła, ponieważ dostaję masą bardzo pozytywnych wiadomości.

Można teraz zadać pytanie :

"A jak to wszystko wpływa na twoje życie prywatne? Jak odebrali to wszystko twoi znajomi? "

Od dnia, kiedy rozpoczęłam swoją wirtualną przygodę, nic się nie zmieniło. Moje życie wygląda tak samo. Z tym dodatkiem, że mam pasję. A znajomi? Nie którzy nie mają  pojęcia, że cokolwiek robię. Przyjaciele - to oni mnie wspierają i motywują. Nie czuję się lepsza, czy gorsza. Jestem tą samą osobą, którą byłam przed tym wszystkim.


Historia Kasi :

Udzielać się w "książkowej społeczności" w internecie,  bardziej "na poważnie" zaczęłam pod koniec grudnia 2015 roku, kiedy to założyłam konto na bookstagramie. Od zawsze kocham książki, więc stwierdziłam, że czemu by się tym nie podzielić z większą grupą ludzi. Zwłaszcza, że w moim otoczeniu niewiele osób lubi czytać. Potem do Instagrama dołączył książkowy Snapchat, gdzie w kwietniu zaczęłam nagrywać gadane snapy. Na początku  tylko od czasu do czasu, bo było to dla mnie coś nowego i nie wiedziałam jak ludzie na to zareagują, czy nie będę ich nudziła etc. Jednak po jakimś czasie miałam coraz więcej osób, które mnie oglądały i pisali mi, że lubią moje snapy, co było ogromnym zaskoczeniem. Pod koniec czerwca natomiast założyłam bloga. Kilka razy spotkałam się z pytaniami czy nie chciałabym założyć bloga, jednak zawsze miałam jakieś obiekcje. Ale wraz z rozpoczęciem wakacji stwierdziłam, że dlaczego by nie spróbować. No i aktualnie powolutku rozwijam tą blogową działalność.
Dołączenie to książkowej części internetu, było jedną z lepszych decyzji jakie podjęłam. Poznałam dzięki temu przecudowne osoby oraz czuję, że robię to co kocham i co sprawia mi radość. Nadal nie mogę uwierzyć z jak pozytywnym odzewem to się spotkało i ilu ludzi śledzi mnie na Instagramie, ogląda moje snapy i coraz więcej zagląda na mojego bloga. Absolutnie nie żałuję mojej decyzji i zdecydowanie zrobiłabym to jeszcze raz!

Jak widzicie, każda z nas miała obawy. Jesteśmy tylko ludźmi i nie potrafimy przewidzieć konsekwencji naszych decyzji. Jednam zarówno w moim przypadki jak i Kasi to były dobre decyzje. Obie robimy to co kochamy, obie mamy osoby, które chcą nas słuchać, czytać, obserwować.
Natomiast my poznałyśmy się dzięki aplikacji Snapchat. Jestem z tego powodu bardzo szczęśliwa, gdyż Kasia to osoba bardzo życzliwa i ciekawa.

Teraz apelujemy! Nie bójcie się ryzykować! Każdy ma plany, marzenia i niestety obawy. Musicie przezwyciężyć strach, a na pewno wiele osiągnięcie :)


Blog Kasi : http://zakatekfangirl.blogspot.com/
Pozdrawiamy JuLia i Kasia :)


sobota, 3 września 2016

Ulubieńcy Sierpnia.

Wspaniały okres wakacji już za nami. Myślę, że każdemu z nas minął, zdecydowanie zbyt szybko, prawda? Teraz powrót do szarej rzeczywistości. Nie ma już czytania książek po nocach, ani oglądania seriali. Nie teraz nadszedł czas nauki. Niestety. W takim razie, podsumujmy sierpień. Tym razem, zestawienie jest typowo wakacyjne :D



Ulubiona Książka :

Tym razem to całkowicie coś innego. To nie książka! W takim razie, co to takiego Julia? Jest to fanfiction. Tak bardzo ostrzegałam was przed wattpadem, jednak ja sama jestem od niego całkowicie uzależniona. A te fanfiction to jedno z lepszych na tym portalu. "Teenage Dirtbag". Głównym bohaterem jest Niall Horan, czyli członek zespołu One Direction. Gra on tam złego chłopca, z masą tatuażów, kolczyków i dziewczyn w łóżku. Oczywiście, nie może być inaczej! Poznaje dziewczynę! I wiecie co? Ona jest miła, grzeczna i nieśmiała. Zaskoczeni? Tak Teenage Dirtbag to kolejna rzecz, którą przeczytałam o tym samym schemacie. Ale znacie mnie i wiecie, że ja to lubię. Aby się rozluźnić, pośmiać, a nawet popłakać, jest to dobre!  Więc, instalujcie wattpada w swoich telefonach i czytajcie fanfiction o złym chłopcu i dobrej dziewczynie :)

"Jestem tylko nastoletnim frajerem, kochanie"

Polecam :)

Niestety nie mogę dodać zdjęcia, więc łapcie link :) :

https://www.wattpad.com/story/17442158-teenage-dirtbag-pl-n-h


Ulubiony Film :

Jeśli wakacje, to nie mogło zabraknąć seriali! Także tym razem najlepszym filmem jest serial. Jakkolwiek to brzmi. Zaczęłam go oglądać, ponieważ naprawdę masa ludzi mi to polecała. Teraz nie dziwię się dlaczego. "Pamiętniki Wampirów".  W tym serialu jest wszystko czego szukam. Romans, świat nadprzyrodzony i przystojni aktorzy. Jeśli ktoś nie jest fanem wampirów, to powinien go obejrzeć ze względu na Iana Somerhaldera. Ten człowiek to najlepsze co mogło mnie spotkać. Jego gra aktorska, wygrywa wszystko! Nie czekajcie na odpowiedni moment, bo on nigdy nie nadejdzie. Włączcie sobie ten serial teraz!

Polecam :)



Ulubione Piosenki :

Nadeszła wiekopomna chwila, gdy przyznałam się, iż nie potrafię wybrać jednej piosenki i zmieniłam nazwę kategorii. Tym razem trzy piosenki, troszkę inne niż zawsze.

1. Avril Lavigne - Here's to Never Growing Up - https://www.youtube.com/watch?v=sXd2WxoOP5g

2. Avril Lavigne ft Marilyn Manson - Bad Girl - https://www.youtube.com/watch?v=K3EgAgqIZJE

3. Falling in reverse - Good Girls Bad Guys - https://www.youtube.com/watch?v=Ga2r8bpzo5k

Koniec tego miesiąca. Żegnam się z wami :D
Ps : Kiedy już będziecie na wattpadzie to zapraszam też do mnie :
https://www.wattpad.com/292328975-nie-potrafili%C5%9Bmy-kocha%C4%87-prolog


Do zobaczenia, buziaki, JuLia :)



poniedziałek, 22 sierpnia 2016

Książki łączą - nasza historia.

Cześć kochani. Dzisiaj coś nowego. Nie którzy z nas myślą, że czytanie to tylko wertowanie kartek. My wam udowodnimy, że prawda jest daleka od tego stwierdzenia. W ramach, że Monika jest moim gościem zaczniemy od tego, jak to wszystko wyglądało z jej perspektywy.

Monika Kabała :

Cześć. Jestem przyjaciółką Julki. Poznałyśmy się przez internet, a dokładnie Facebook – grupa Saszanators. Jestem osobą, która nie napisałaby do kogoś pierwsza, bo nawet nie wiem jak pociągnąć dłużej pierwszą rozmowę! Bo przecież o czym pisać z kimś, kogo się nie zna?
Jednak był post - ,,napisz trzy słowa, które kojarzą Ci się z przeczytaną przez Ciebie książką, a w odpowiedzi niech inni piszą nazwę książki". Napisałam  przy nim komentarz. No oczywiście ja napisałam jakieś tam trzy słowa, a w odpowiedziach było ,,ooo Day Anioła!’’ ,,DA, kocham to!’’ ,,Dary Anioła, PS Jace to życie” itd. Juleczka moja nie napisała komentarza, ale za to napisała do mnie na priv i uwaga cytuję ,,Przepraszam że tak pisze ale widziałam na grupie
że czytałaś dary anioła i wgl musiałam napisać no bo nskuxbrof ja jestem taką mega fanką i kurde hahaha” ( BYŁAM ZDESPEROWANA, SZUKAŁAM PRZYJACIÓŁ - JULIA) to było urocze. Do dzisiaj piszemy i już nie tylko o książkach. Oczywiście, pierwsze nasze rozmowy były tylko o Darach  Anioła, później trochę zjechałyśmy na inne książki. Na końcu już rozmawiałyśmy otwarcie o wszystkim.

Julia Wieczorek :

Siedzę sobie na facebooku, widzę post. Tematyka-książki. Myślę, trzeba to zobaczyć. W oczy trafił mi się komentarz Moniki. Postanowiłam napisać. Nie miałam nic do stracenia i tak mnie nie znała. Odpisała po kilku minutach. Było mi bardzo miło. Na początku tematem naszych rozmów, były głownie książki. Nie wiem co się stało potem, ale zaufałyśmy sobie.

Monika Kabała :

Jakieś trzynaście miesięcy temu nie rozumiałam jak można czytać książki, po co? Przecież to nudne, są filmy.  Jednak przeczytałam   i pokochałam książki! A co jakbym nie przeczytała wtedy Dary Anioła? Nie miałabym tak cudownej przyjaciółki, nudziłabym się przez połowę mojego czasu, moja wyobraźnia byłaby mniejsza. Generalnie książki dużo mi dały. Jednak najbardziej im zawdzięczam Julkę.Książki to niby nic wielkiego, a jednak.
Dały mi jedną z kilku najważniejszych osób w moim życiu. Znam Julkę prawie rok czasu, a czuję się jakbym ją znała całe życie.

Czas na podziękowania ze strony Moniki :

Będę do końca życia wdzięczna mojej kuzynce, że obejrzała ze mną setny raz Dary Anioła i za tym setnym razem postanowiłam zaryzykować i kupić książkę.

Saszan za tą grupę, za to że też w jakiś sposób wpłynęła na to, że miałyśmy jak siebie zauważyć!

Cassandrze za tak piękne książki, o których wszędzie mogę pisać i dzięki temu mam odzew na ich temat, np. Julki.

Julce, że odważyła się i napisała.

Bez Julki teraz byłoby bardzo dziwnie. Tak nienaturalnie. Dużo wniosła do mojego życia, bardzo dużo. Pomogła mi odnaleźć siebie, swoją religie, swoją muzykę, książki, jak i wybrnąć z problemów. Dziękuję Julcia, jesteś dla mnie bardzo ważną osobą.

Julia Wieczorek :

Moje życie bez Moniki, również byłoby bardzo dziwne. Jest to osoba, która w znaczący sposób funkcjonuje w moim świecie. To ona mnie wspiera, motywuje, pomaga, rozśmiesza i mogłabym tak jeszcze długo.
Gdyby nie książki nie odnalazłybyśmy się. Dlatego ja mogę podziękować książkom oraz Monice, że uznała mnie za godną odpisania.

Nasza opinia :

Więc książki łączą ludzi, można znaleźć bratnią duszę. My siebie znalazłyśmy, właśnie dzięki nim. Apelujemy! Nie bójcie się znajomości przez internet. Po drugiej stronie nie zawsze czai się zło! Można znaleźć prawdziwą, wartościową osobę!

 Pozdrawiamy, JuLia i Monika :)







niedziela, 14 sierpnia 2016

"Ugly Love"


Autor : Colleen Hoover
Miejsce Wydania : Stany Zjednoczone
Tematyka : Romans
Oryginalny Tytuł : "Ugly Love"
Rok Wydania : 2016
Ilość Stron : 344

Nie pytaj o przeszłość i nie oczekuj przyszłości.

Tade Collins - młoda, ambitna, początkująca pielęgniarka. Wprowadza się do mieszkania swojego starszego brata w San Francisco.  Miała tam prowadzić spokojne życie i wyjść na swoje. Przyjaciel Corbina zmienia jej plany. Kobieta traci dla niego głowę. Jest tylko jedna przeszkoda. Surowe reguły Milesa. "Nie pytaj o przeszłość i nie oczekuj przyszłości." Każda, po takich słowach by zrezygnowała. No bo kto marzy tylko o seksie? Jednak Tade się nie poddaje. Jest wytrwała i długo ciągnie znajomość opierającą się tylko na "stosunku". Mimo wszystko, także posiada uczucia i ta sytuacja łamie, każdego dnia jej serce. Zadawanie nie wygodnych pytań i złudna nadzieja, może wszystko skomplikować.

Miles Archer  - młody, zabójczo przystojny, pilot. Która nie chciałaby, takiego mężczyzny u boku?  Problem jest taki, że to Miles odpycha od siebie wszystkie kobiety. Dlaczego? Jego dramatyczna przeszłość, nie pozwala na normalne funkcjonowanie. Nie inaczej. To Archer sobie na to nie pozwala. Uważa, że nie jest już zdolny do miłości. Chcąc nie chcąc, dziewczyna z naprzeciwka, powoli łamie skorupę. Dostaje się do jego zlodowaciałego serca. Tylko czy on jest na to gotowy?

Czy zdeterminowana Tade jest w stanie udowodnić Milesowi, że zasługuję na szczęście?
Czy on sam, jest gotowy na nową przyszłość? Czy ich relacja ma jakąkolwiek szansę na przetrwanie?
Odpowiedzi na pytania znajdziecie w książce "Ugly Love".

Moja opinia :

Zasięgnęłam po tę książkę, ze względu na autorkę. Wiele osób zachwalało Collen Hoover, więc i ja musiałam wyrobić sobie opinię na jej temat. Jedno słowo. Mistrzyni. Dawno nie czytałam tak wspaniałego romansu. Cudownie wykreowane postacie. Historia, która łamie serca. Kiedy, ktoś mi mówił, że płakał na tej książce, niedowierzałam. Jednak przekonałam się na własnej skórze. Snapowicze wiedzą jaka była moja reakcja. Byłam zalana łzami. Tak popadłam w jakiś amok. Nie mogłam się uspokoić.
Przez tę lekturę zmieniłam też trochę swoje poglądy, dotyczące miłości i związków.
Każdy powinien ją przeczytać. Wzrusza, śmieszy, rani i pokazuje inną rzeczywistość.

Polecam :)
Ulubione Cytaty :

- Jest takie powiedzenie: kiedy życie daje ci cytryny...
- Zrób z nich lemoniadę - kończę za niego.
Kapitan patrzy na mnie i kręci głową.
- W mojej wersji brzmi ono nieco inaczej. Kiedy życie daje ci cytryny, upewnij się, że wiesz, w czyje oczy wycisnąć z nich sok.


Miłość nie zawsze jest ładna. Czasami wciąż masz nadzieję, że w końcu będzie inaczej. Lepiej. A potem, zanim się zorientujesz, znowu jesteś w punkcie wyjścia, a serce zgubiłeś gdzieś po drodze.


Łatwo wziąć złudzenia za prawdziwe uczucia, zwłaszcza gdy patrzy się drugiej osobie w oczy.

Czasami człowiek nie ma aż tyle siły, żeby znieść widma przeszłości.    

Wiem, że myśl o skonfrontowaniu się z twoją przeszłością cię przeraża. Przeraża każdego człowieka. Ale czasami nie robimy tego dla siebie. Robimy to dla ludzi, których kochamy bardziej niż siebie.


Jak widzicie tym razem pięknych i życiowych cytatów jest mnóstwo. A to dlatego, że cała książka właśnie taka jest :)

Pozdrawiam, JuLia.





czwartek, 4 sierpnia 2016

"Black Ice"


Autor : Becca Fitzpatrick 
Miejsce Wydania : Stany Zjednoczone 
Tematyka : młodzieżowe, thriller 
Oryginalny Tytuł : "Black Ice" 
Rok Wydania : 2014 
Ilość Stron : 400 

Nie daj się zwieść pozorom!

Britt po tym jak rozstała się z chłopakiem, postawiła sobie pewien cel. Mianowicie miała wybrać się na wyprawę, wzdłuż łańcucha górskiego Teton. Calvin - jej były- często tam wędrował, a ona chciała mu coś udowodnić. Niestety, jak to często się zdarza, los miał inne plany. Kiedy burza śnieżna uniemożliwia dalszą podróż, Britt i Korbie zaczynają szukać schronienia. Przemarznięte i wystraszone natrafiają na małą chatkę. O dziwo, w środku znajdują się dwie osoby. Główna bohaterka, rozpoznaje w jednym z nich, mężczyznę, które pomógł jej w sklepie. Pozory lubią mylić i tak się stało tutaj. Dwójka przystojnych i "miłych" mężczyzn, okazuje się wielkim zagrożeniem. Britt jest zmuszona im pomóc, ryzykując tym własne zdrowie, a nawet życie. Mogło być już tylko lepiej, prawda? Niestety nie. Okazało się, że na nią i na jej "kompana" czychają większe niebezpieczeństwa.  W Teton grasuje seryjny morderca. Teraz nikt nie jest bezpieczny. Czy miłość w takich warunkach to nie szaleństwo? A jeśli nie, to czy ma prawo przetrwać? Czy wszyscy wyjdą z tego cało? Dowiecie się czytając Black Ice

Moje przemyślenia : 

Becca Fitzpatrick odpuściła sobie pisanie paranormalnych romansów. Nie którzy się cieszą inni żałują. Ja jestem z tymi drugimi, ponieważ na prawdę kocham serię "Szeptem". Zżyłam się z Patchem i Norą. Mimo wszystko dałam szansę, tej lekturze i miło się zaskoczyłam. Nie jestem fanką kryminałów, ani thrillerów. Jednak romantyczny thriller jak najbardziej zaspokoił moje pragnienia. Dawka dreszczyku, tajemnicy i to, że nie masz pojęcia co będzie dalej. Dla mnie każda kartka była zaskoczeniem. Emocje w tej książce wzrastały stopniowo. Ciekawość, większa ciekawość, strach, a potem rwanie włosów z głowy. Przynajmniej ja tak miałam. Finał całkowicie mnie zaskoczył i chodziłam zszokowana przez kilka dni. Podobało mi się, właśnie to, że wątek romansu był delikatnie wplątany w tą zawiłą historię. Więc uważam, iż Pani Fitzpatrick wykonała kawał dobrej pracy. Myślę, że mogło być jej ciężko napisać taką powieść po serii o upadłych aniołach. Bo jednak świat aniołów, a normalnych ludzi poważnie się od siebie różni. 

Cytaty : 

"Niech Cię piekło pochłonie!
-Wybacz kochanie, ale już w nim jesteśmy."

"Każdy musi mieć jakieś sekrety - oznajmił. - Dzięki
nim jesteśmy podatni na ciosy." 

"Po mroku nastaje światło." 

Dziękuje za uwagę, na dzisiaj to już koniec. Serdecznie polecam tą książkę. Głównie dlatego, że różni się od innych i jest bardzo tajemnicza. Każdy znajdzie tam coś dla siebie ;) 

Pozdrawiam, JuLia :D